Rosyjskie koszmary Trumpów

 

Donald Trump z synem Donaldem juniorem fot.Dan Anderson/EPA

Zamiast wyciszania skandalu mamy prawdziwe trzęsienie ziemi i wszystko wskazuje na to, że rosyjskie koszmary będą jeszcze długo prześladować administrację Donalda Trumpa. Ujawnione w ostatnich dniach e-maile wymieniane między Robem Goldstonem a Donaldem Trumpem juniorem sugerują, że członkowie rodziny prezydenta utrzymywali bezpośredni kontakt z wysłannikami Kremla w okresie kampanii wyborczej. A Rosjanie mieli oferować Trumpowi przekazanie materiałów kompromitujących jego oponentkę – Hillary Clinton.

To wygląda prawie jak fatum. Kiedy tylko prezydentowi Donaldowi Trumpowi uda się zagasić kolejny kryzys związany z Rosjanami i ich wpływem na wynik ostatnich wyborów, natychmiast pojawiają się nowe zarzuty. A liberalne media nie zostawiają na prezydenckiej rodzinie suchej nitki.

Sensacji dotyczących rosyjskich machinacji wokół ubiegłorocznych wyborów prezydenckich usłyszeliśmy już wiele. Według amerykańskiego wywiadu hakerzy ze Wschodu próbowali m.in. manipulować stanowymi systemami do głosowania, ujawniać wykradzione dane czy publikować fałszywe informacje na temat demokratów. Teraz dowiadujemy się, że Kreml chciał przekazać sztabowi Donalda Trumpa informacje, które mogłyby pogrążyć jego arcyrywalkę. I to za pośrednictwem syna dzisiejszego prezydenta.

W poszukiwaniu wrażliwych informacji

Ujawniona przez „New York Timesa” ubiegłoroczna wymiana e-maili między Goldstonem, ekspertem ds. public relations, a synem prezydenta nie pozostawia wątpliwości. „Rosyjski prokurator zaoferował przekazanie dokumentów i informacji obciążających Hillary, które mogą być przydatne dla twojego ojca” – napisał Goldstone w wiadomości wysłanej do Donalda Trumpa juniora. Według autora e-maila informacje o Hillary Clinton miały być „oczywiście bardzo wrażliwe, ale są częścią wsparcia dla Donalda Trumpa ze strony Rosji i jej rządu”. „Jeśli to jest to, co mówisz, kocham to” – odpisał Donald Trump Jr.

Don Jr. nie ukrywa, że spotkał się z rosyjską prawniczką Natalią Weselnicką. W pierwszej wersji spotkanie miało dotyczyć programu adopcji rosyjskich dzieci przez Amerykanów, zakończonego przez Władimira Putina. Potem jednak pod naporem faktów syn prezydenta przyznał, że głównym motywem była chęć pozyskania negatywnych informacji dotyczących Hillary Clinton, którymi można by było się posłużyć podczas kampanii wyborczej. Donald Trump junior utrzymywał, że nie wiedział, z kim się ma spotkać, w co też prawdę mówiąc trudno uwierzyć. Z wymiany informacji między Trumpem juniorem a Goldstonem, nawet jeśli nie znał on personaliów swojej rozmówczyni, wiedział doskonale, czego dotyczyć ma spotkanie.

(…) tej sprawy nie da się tak łatwo zamieść pod dywan. Do tej pory osoby podejrzewane o kontakty z Rosjanami wycofywały się na drugi plan, czy też odchodziły. Tym razem jednak chodzi o najbliższą rodzinę prezydenta

Tymczasem Weselnicka jest osobą dobrze znaną amerykańskiemu kontrwywiadowi. Aktywnie zabiegała m.in. o zniesienie sankcji USA wobec Rosji, które wprowadzono w oparciu o ustawę „Magnitsky Act”. Chodziło o niewyjaśniony zgon prawnika Sergieja Magnitskiego w rosyjskim zakładzie penitencjarnym w 2009 roku.

O co ten hałas?

Co do jednego wszyscy są zgodni – od Weselnickiej niczego się nie dowiedziano. Alan Futerfas, prawnik Trumpa juniora, określił całą ujawnioną przez „New York Timesa” korespondencję jako „wiele hałasu o nic”. Sam Trump Jr. powiedział telewizji Fox News, że samo spotkanie, do którego doszło 9 czerwca 2016 r., było zupełnie bezwartościowe i określił je jako „zmarnowane 20 minut”. W spotkaniu mieli również wziąć udział ówczesny szef kampanii prezydenckiej Paul Manafort oraz zięć Trumpa Jared Kushner. Donald junior przyznał jednak, że z perspektywy czasu rozumie, że powinien był potraktować sprawę zupełnie inaczej.

Ale liberalne, niechętne administracji media zwietrzyły krew. „Najstarszy syn kandydata de facto nominowanego już przez republikanów na urząd prezydenta spotkał się z kimś, o kim wiedział, że znajduje się w posiadaniu informacji jako części rosyjskich działań wspierających wybór swojego ojca” – skomentował portal telewizji CNN. Ujawnione e-maile zdają się potwierdzać tezę, że w 2016 roku Moskwa aktywnie próbowała wpłynąć na wynik wyborów w USA, popierając kandydaturę Trumpa – grzmią liberalne media. Stojący na wrogich do administracji pozycjach „Washington Post” twierdzi, że obserwujemy „publiczne przyznanie się syna prezydenta do zarzutu zmowy z władzami Federacji Rosyjskiej w celu zagwarantowania zwycięstwa ojca w wyborach prezydenckich”. Liberalni prawnicy przypominają, że prawo wyborcze zabrania przyjmowania „wartościowych prezentów” od obywateli państw trzecich. Nawet jeśli ze spotkań nic nie wynikło, Donald Trump Jr. może być więc oskarżony o prowadzenie negocjacji w złej wierze.

CNN, który też znalazł się z Trumpem na wojennej ścieżce, przytacza opinie konserwatywnych działaczy i sponsorów Partii Republikańskiej, którzy nie ukrywają coraz głębszego zaniepokojenia napływem informacji dotyczących Rosji. Może się to bowiem odbić negatywnie na wyniku przyszłorocznych wyborów do Kongresu, przypadających w połowie prezydenckiej kadencji. Stawką w tej grze jest dziesięć miejsc w Senacie, zajmowanych przez demokratów, w stanach, w których w 2016 roku wygrał Donald Trump. Republikanie chcą umocnić swoją przewagę w izbie wyższej i utrzymać stan posiadania w niższej. Rosyjskie wątki mogą odwieść uwagę wyborców od rzeczywistych problemów w kraju. Nie zmienia to jednak faktu, że większość głosujących republikanów nadal pozostaje lojalnych wobec Trumpa. Nie wiadomo jednak, w jakim kierunki rozwinie się obecny kryzys.

W co uwierzył Trump?

Moskwa konsekwentnie zaprzecza oskarżeniom, jakoby bezpośrednio chciała wpłynąć na przebieg wyborów. Zgodnie ze złodziejską zasadą: jeśli złapią cię za rękę podczas kradzieży, krzycz, że to nie twoja ręka. Ostatni raz zrobił to Władimir Putin, który osobiście zapewnił Trumpa podczas niedawnego spotkania w Hamburgu, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. I – jak wynika ze słów samego prezydenta USA – zrobił to bardzo przekonująco. Po spotkaniu Trump utrzymywał, że wierzy w zapewnienia Putina i że tak naprawdę to w interesie Rosjan leżało nie jego zwycięstwo, ale jego przeciwniczki. Dlaczego? Jego zdaniem to Hillary Clinton zdziesiątkowałaby amerykańskie siły zbrojne. A jako przykład udanej współpracy z Kremlem podał niedawny rozejm w południowo-zachodniej Syrii.

Ale tej sprawy nie da się tak łatwo zamieść pod dywan. Do tej pory osoby podejrzewane o kontakty z Rosjanami wycofywały się na drugi plan, czy też odchodziły – najpierw ze sztabu wyborczego, a potem już z administracji. Tym razem jednak chodzi o najbliższą rodzinę prezydenta. Don Jr. nie jest notabene jedynym jej przedstawicielem, który znalazł się tarapatach. Podczas szczytu G20 córka prezydenta Ivanka wywołała kontrowersje, siadając na krótko w fotelu przeznaczonym dla swojego ojca podczas obrad plenarnych. Wokół rodziny prezydenta robi się więc gorąco.

Polowanie na czarownice z rosyjską gorączką

Na razie Donald Trump twierdzi, że nastroje w Białym Domu są „fantastyczne” i leci po raz kolejny do Europy, tym razem aby uczestniczyć w obchodach święta narodowego Francji i celebrować 100. rocznicę włączenia się USA w operacje wojskowe podczas I wojny światowej. Wszystkie oskarżenia w wywiadzie dla agencji Reutera prezydent wciąż określa jako „oszustwo sfabrykowane przez demokratów” i twierdzi, że o spotkaniu jego syna z Weselnicką dowiedział się zaledwie kilka dni temu. Mówi też o „największym politycznym polowaniu na czarownice w historii Ameryki”. „Większość demokratów, których ostatnio obserwuję, udałoby się w ciemno na takie spotkanie” – napisał prezydent na Twitterze. Chwali też swojego syna za „transparentność”. „Mój syn jest osobą szczerą, prawdomówną i uczciwą i jestem pełen uznania dla jego prawdomówności” – brzmiał kolejny prezydencki tweet. Ale prezydent Trump nie może zapominać, że niezależny prokurator Robert Mueller prowadzi wciąż śledztwo w sprawie rosyjskiej ingerencji w amerykański proces wyborczy. Żyjemy w czasach, gdy publikowanie nieprawdziwych informacji (tzw. fake news) wpływa na polityczną codzienność, ale jednocześnie nie da się wszystkiego określić mianem „fałszywki”.

Trump junior podkreśla, że spotkanie odbyło się jeszcze przed tym, zanim wybuchła „rosyjska gorączka”, czyli zanim ujawniono ingerencje Kremla w amerykańskie wybory. Ale używając podobnej medycznej analogii, jedynym lekarstwem na jej zakończenie powinna być gruntowna antyrosyjska dezynfekcja Białego Domu.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*