Comey, Flynn i Rosja

Michael Flynn fot.Jim Lo Scalzo/EPA

Były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Michael Flynn w gabinecie prezydenta Donalda Trumpa jest w coraz większych tarapatach i będzie musiał się tłumaczyć przed senacką komisją. Jeszcze więcej powodów do zmartwień ma w ostatnich James Comey, który pożegnał się z posadą szefa FBI. O dymisji dowiedział się z… telewizji.

Od gratulacji do dymisji

Wspólnym mianownikiem dla obu spraw jest Rosja, a dokładniej domniemane lub rzeczywiste kontakty między osobami powiązanymi z prezydentem Donaldem Trumpem a Moskwą. Tak przynajmniej utrzymują media, od początku niezbyt przychylne obecnej administracji.

Sam prezydent po środowym spotkaniu w Białym Domu z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem został zapytany przez dziennikarzy o przyczyny zwolnienia szefa FBI odpowiedział, że Comey „nie wykonywał należycie swojej pracy”.

Media nie „kupiły” oficjalnej wersji przedstawionej przez Biały Dom, że szef FBI miał zostać zwolniony za opieszały sposób prowadzenia dochodzenia w sprawie e-maili rozsyłanych przez Hillary Clinton z prywatnych serwerów.

W dzisiejszych czasach wiadomości żyją co prawda krótko, ale wszyscy pamiętają, że to właśnie Comey miał odwagę wznowić śledztwo tuż przed listopadowymi wyborami, przyczyniając się do wyborczej klęski byłej sekretarz stanu. Donald Trump gratulował mu wówczas odwagi, a demokraci zgrzytali zębami ze złości.

Jeśli więc nie e-maile to co? Prezydent na pewno miał za złe Comeyowi, że FBI nie potwierdziło podejrzeń obozu Trumpa o istnieniu skierowanych przeciwko niemu podsłuchów w okresie kampanii. Ale to tylko drobny szczegół.

Marzenia o Watergate

Przede wszystkim trudno nie powiązać dymisji szefa FBI z dochodzeniami dotyczącymi związków kampanii Donalda Trumpa z Moskwą. Nie ulega wątpliwości, że takie istniały, podobnie jak faktem jest, że Rosjanie podejmowali działania mające wpłynąć na wynik wyborów. Jednak udowodnienie powiązań najważniejszych doradców kampanii Trumpa z rosyjską dywersją, to już zupełnie inna sprawa.

Być może śledztwo FBI w sprawie kontaktów obozu prezydenckiego z Moskwą przestanie być priorytetem, ale nie oznacza to końca kłopotów dla współpracowników Trumpa. Oprócz pierwszej władzy jest jeszcze druga, trzecia i… czwarta.

Być może śledztwo FBI w sprawie kontaktów obozu prezydenckiego z Moskwą przestanie być priorytetem, ale nie oznacza to końca kłopotów dla współpracowników Trumpa. Oprócz pierwszej władzy jest jeszcze druga, trzecia i… czwarta

Michael Flynn, który funkcję oficjalnego prezydenckiego doradcy piastował przez zaledwie 24 dni, otrzymał właśnie wezwania do przekazania dokumentów i stawienia się zarówno przed wielką ławą przysięgłych, jak i przed Komisją Wywiadu Senatu. To druga i trzecia władza, czyli ustawodawcza i sądownicza. Flynn podobno prosił Komisję o immunitet w zamian za współpracę w toczącym się śledztwie, ale odrzucono jego ofertę. „Czyżby śledztwo FBI wiązało się aż z takim zagrożeniem dla Donalda Trumpa?” – pytał po dymisji Comeya senator z Nowego Jorrku Chuck Schumer, niekryjący niechęci do obecnej administracji. A czwarta władza? Liberalne media już piszą o „nixonowskiej” decyzji Trumpa i spekulują na temat powtórki z afery Watergate i możliwym impeachmencie.

Siatka powiązań

Sam Flynn ma się z czego tłumaczyć. Jeszcze zanim Trump przeprowadził się do Białego Domu, spotykał się z ambasadorem Rosji w USA Siergiejem Kislakiem i z Władymirem Putinem. Co więcej – okłamał w tej sprawie wiceprezydenta Mike’a Pence’a. Tematem rozmów miało być między innymi uchylenie części sankcji nałożonych na Rosję. Działo się to w tym samym czasie, gdy wciąż jeszcze urzędujący prezydent Barack Obama zaostrzał restrykcje.

Ale powiązania z Rosją ma nie tylko Flynn. Sekretarz stanu Rex Tillerson robił interesy z Putinem, gdy kierował naftowym gigantem ExxonMobil. Kontakty z rosyjskimi nafciarzami miał też zięć Trumpa Jared Kushner oraz Carter Page, doradca z czasów kampanii. Prokurator generalny Jeff Sessions też spotykał się z ambasadorem Kislakiem, który w okresie poprzedzającym inaugurację prezydenta Trumpa odegrał dość mętną rolę. Nie wspominając już o takich postaciach jak Paul Manafort, szef kampanii Trumpa, który pracował dla wspieranego przez Moskwę prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza.

Sen o prokuratorze

Rosyjskie doświadczenie pokazało, że Stany Zjednoczone nie są republiką bananową. Paradoksalnie obecność „przyjaznych” Rosji osób w obozie obecnego prezydenta nie przyczyniła się do poprawy stosunków między Białym Domem a Kremlem. Wręcz przeciwnie. Jeśli administracja Putina liczyła na „miękką” postawę nowej władzy, srodze się zawiodła.

Mimo pokusy zamiatania afer pod dywan, których w całym demokratycznym świecie poddana jest władza wykonawcza, system checks and balances, czyli wzajemnego kontrolowania się poszczególnych gałęzi rządu, nie przestał w USA funkcjonować. To dlatego Departament Skarbu musi odnieść się do prośby senackiej komisji, aby dokładnie przyjrzeć się finansom Flynna i innych współpracowników Trumpa.

Jednak ci dziennikarze, którzy przypominają o Watergate i możliwym odsunięciu obecnego prezydenta od władzy wybiegają bardzo daleko przed orkiestrę. Na razie nie zanosi się na powołanie instytucji niezależnego prokuratora w sprawie rosyjskich powiązań. Wobec postawy Białego Domu wymagałoby to decyzji Kongresu. Aby do tego doszło musiano by ujawnić dowody, których nie dałoby się zakwestionować.

Demokraci i liberalne media nie przestaną jednak wzywać do powołania prokuratora, który mógłby dokładniej przyjrzeć się rosyjskim wątkom i samemu prezydentowi. Politycznie jednak jest do tego naprawdę bardzo daleko. Kropla jednak drąży skałę. Dlatego media zapewne nie pozwolą o sprawie zapomnieć.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

 

Categories: Ameryka, Polityka, Polityka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*